MENU

Tkam swoją pieśń codzienną – poezja Stanisława Józefa Wasilewskiego

Naprawdę skandal – poezja Roberta Wiktorowicza

23 maja 2018 Comments (0) Views: 315 Czytam, Poezja

A gdyby zostawić nas w ciemności – poezja Anny Luberdy – Kowal

 

* * * (czterdzieści dwie minuty temu)

czterdzieści dwie minuty temu odgryziono mi język.

czas zaczął skapywać bordowymi kroplami.

bezwład. przez niedopatrzenie lub raczej z czystego okrucieństwa

zostawiono mi rożek kartki.

właśnie teraz, gdy słowa pochowały się w ciszę,

mogłabym tym ogryzkiem rozerwać powietrze.

 

 

a gdyby zostawić nas w ciemności

pozbawionych mowy?

wytęsknilibyśmy historię piękna czy brzydoty?

 

 

za ścianą cisza

miała pochmurne oczy ciepłe dłonie pachnące cynamonem

zdejmowała nam klucze z szyi wręczając ryż z jabłkami

miała ślepą kuchnię i syna gdzieś daleko

 

z naszą dorosłością zamknął jej się świat

w blokowym spacerniaku podnosząc wysoko bezprzytomne oczy

pokazywała niebu swoje skrzywdzenie

chodziła wzdłuż muru krzycząc jego imię

w ręce zawsze garnuszek nie wiem z mlekiem czy łzami

 

nie pamiętam jej głośnego śmiechu

tylko stalowy kolor chmur pod powiekami

 

 

ulica Świetlickiego

przecież mijam pana niedokładnie

nie przystaję z czerwoną torebką

prosząc o próbkę pisma jak w banku

czasem jest pan z suką

czasem ze śledziem

najczęściej z toastem

nad kontenerem z przeszłością

wyssaną z kamienicy

 

nie czytuję pana

lecz badam pana wpływ

na moje cokolwiek

taka sucha od niechcenia

wymiana potoczności

 

otwieram kolejny tomik

i z karty tytułów

wybieram porcję bólu

z kacem

ze śledziem

 

lub bez

 

 

niedomknięta

opowiem ci bajkę na sen

tylko jedną

żeby na poduszce zapachniał tatarak…

 

 

przyszła jakby zawsze była we mnie

przez niedomkniętą furtkę

nie poruszając niczego

 

 

rozplatała język na brzegu

woda rozpuściła jej sól

przyjęła skargi

odwzajemniła szept pluskiem

i nie było już niczego więcej

nad wieczór

i smutek odchodzący

 

 

czułem ją powietrze jaśniało iluzją

rozrzedzał się czas

wszystko co nie było moją nocą moim dniem

czyste łaknienie

 

 

jeszcze faluje tatarak

skrzyp furtki zwodzącej pomostem

 

 

pierwszy wieczór z milczącym winem

wieczór odnalazł mnie samą

więc pije ze mną wytrawnie i na czerwono

a jutro nie zapowiada się wcale

krajobraz zwolnił na głębszą chwilę

wzięliśmy czas na przeczekanie

 

 

przed każdym świtem próbuję

wyłamać chronosowi wskazówki

chwycić za gardło klepsydrę

wycisnąć z pestek tyle czasu

żeby chciało się dotrwać do goryczy

 

a dziś rozpuszczę włosy i namiętność w głosie

naobiecuję brak poranka

burgund zmętnieje gorączką

 

 

gdy mnie jutro spytasz o spełnienie

koński ogon żywo zaprzeczy razem ze mną

podskakując gdy będę uciekać

w drugi wieczór

 

 

nocna moc

odminotaurzył mi się

koszmarny nocny poplątaniec

znów trzymałam białą linę

jak ślepiec wężową laskę

znów wyślizgnęła mi się z pojęcia

 

zsuwam się wąskim czarnym lejem w dzienną jasność

chwilę przed zawsze jest mgnienie zrozumienia

metalingwistyczne potaknięcie

źródło impresjonizmu

jakby wyłożyć zasady szachów tuż przed blackoutem duszy

marzę by zrobić wtedy stopklatkę

 

ale lej może być już zalany smołą

i zobaczę wywieszkę

 

nieczynny do końca świata

 

 

cabiuna

kochasz się ze mną jakbyś bał się mnie potłuc

słowami zataczasz rozedrgane koła

wdeptujesz we mnie nowe imię strachu

by dłońmi przykryć falujący oddech

i szczelne docisnąć głowę do poduszki

 

kocham się z tobą jakby bóg zakrył oczy

na moment zapadam się w smolistą nicość

próbuję wyjąć widelce wbite w skórę

zostawić na drodze niczym drogowskazy

 

zamiast tego wyłuskuję z ust polne kamienie

wykruszam się do ostatniej drobiny próbując

słowami wznosić kolumny przepływów

powietrza nie czuć w bezokim tunelu do jutra

 

 

skacze po dachach domykając pokrywy snów

znów senny srebrnik nas upomina

o nalot bojowych pocałunków

pokojowych targnięć na słowa

i gesty patyczkujące się bo odarte

z cukrowej waty którą wiatr przykleił

do ścian bezpiecznego wczoraj

 

chodzenie bezokim tunelem

pod barwnym deszczem parasoli

każdy kęs powszedni doprawiony

zapewnieniem że przeszłość nie waży

i nigdy nie wpuści nam myślistych słów

 

spalonych w ucieczce z mostów

których nie umiemy odciąć

od przepaści chroń nas wspólnie

nieumówionym czekaniem

 

 

letnie dziwidło

wejdź w ten wiersz i spodobaj mu się

niech przygarnie zapachem niech otuli barwą

wyniesie zarys pojęcia ponad wypatrzenie

w nim przecież cała zatęsknota wersów

więc nie wypatrując zajrzyj poza ramę

nie zdążysz zadziwić siebie zapodziejesz

i zerwiesz z drzewa uśmiech kota

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Anna Luberda-Kowal: Publikuje na portalach poetyckich i fb (jako Alga, Ana Mada). Filolog  (Instytut Filologii Angielskiej UJ), językoznawca, tłumacz, leksykograf. Ulubiony kolor atramentu to galusowa mglista zieleń. Chwilowo prowadzi hodowlę drzewołazów. W śpiewie biją świerszcze na głowę.

Zwyciężczyni konkursu „Napisz to jeszcze raz” organizowanego przez Redakcję Serwisu Poema za lustrzaną wersję „Olifanta” Marcina Świetlickiego, Turnieju Jednego Wiersza organizowanego przez grupę poetycką „Poeci po godzinach”.

Publikacje – druk: Antologia Poetów Polskich 2016; W stronę haiku pod red. Marcina Niziurskiego; Seks w pewnym mieście – antologia limeryków kosmatych pod red. Mariusza Parlickiego wydana nakładem pisarze.pl oraz Od ucha do ucha – Antologia współczesnej satyry i humoreski pod red. Mariusza Parlickiego wydana nakładem pisarze.pl

Organizuje i prowadzi spotkania autorskie (Jarosław Trześniewski-Kwiecień, Tomasz Kowalczyk, Paweł Biliński, Krzysztof Łojek, Patryk Kosenda, Paulina Pidzik). Współorganizuje turnieje jednego wiersza i występuje w roli jurora (Kulturkampf 2017 wraz z Adamem Wiedemannem i Krystianem Kajewskim). Redaktor portalu poema.pl, aktualnie redaktor portalu poemaX.pl. Członek Stowarzyszenia Salon Literacki od 2017 roku.

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *