MENU
snake-1556165_19202

Mieć Genesis – opowiadanie Bartłomieja Trokowicza

grafika - Mariusz Słoniewicz

Lustro – opowiadanie Hanki V. Mody

26 października 2016 Comments (0) Views: 666 Czytam, Poezja

Wielosłowie – poezja Artura Orłowskiego

 

Jedna noc

Urazówka

Centrum Zaświatów

Miejsce gdzie

Urzędowy Optymizm

Osób Z Pierwszych

Stron Gazet nie

zjawia się nawet

na wizytacje

 

Jeśli chcesz się przekonać

jak proza niczym walec

miażdży ptaki wyobrażeń,

spędź chociaż noc na

podmiejskim oddziale

 

z babcią, której

dusza dziwnym trafem

odeszła właśnie dzisiaj,

zmęczona nieustannym

skowytem

 

z dziadkiem, który

cyklicznym wrzaskiem

obwieszcza, że z piwnicy

przyszli bandyci i chcą

go zabić, lecz on sobie

poradzi jeśli tylko

wspaniałomyślnie

odwiążą go w końcu

od łóżka

 

i z bandytą dresiarzem,

który przez zaciśnięte

zęby cedzi do dziadka:

zamknij mordę człowieku

 

gdzie człowieku

brzmieć będzie

jak pięść do nosa

zaprawiona pogardą

 

 

Kundle na forum

Potęgę nienawiści

kraju idiotów

zdążyłem poczuć

niemal do kości

 

Nasz ziemski Eden

schowany gdzieś

w drzewach, a

najbliższa żyjącym

jest mania wielkości

 

Wybierz mnie,

zda się wołać każda

z dróg oferujących

upadek

 

Doktorat pisany

w bramach i miejscach

ogólnie uznanych za podłe

pozwolił mi spostrzec

 

że rytm zapomnienia

zaczyna się zmieniać,

zamiast pustych

butelek utylizuję

ludzi

 

pachnących

niezrozumieniem

istoty problemu

 

jedynym uczuciem

zgłębionym do końca;

 

niewyczerpaną,

zapiekłą wrogością

 

 

Złożony

Składam się z siedmiogłowych

hydr wątpliwości, które

wstają ze mną, lecz

nigdy nie śpią

 

z umiejętnego

lawirowania między

instynktem przetrwania,

a pragnieniem śmierci

 

z nierealnych marzeń

i górnolotnych bankietów

zasianych na szybko

gdzieś w strefie cienia

 

z tchórzliwych eskapad

poza granice odczuwania

i mężnych starań stawienia

czoła nieuchronnemu

 

z walki ze sobą

i walki o swoje, z

nieustających zmagań

o iluzoryczną nagrodę

 

z przemyśleń

gorzkich jak piołun

i nielicznych chwil

zapomnienia

 

z wyrównanych nastrojów

i nawrotów choroby,

z blizn po ranach

i smutnych uśmiechów

 

z napadów panicznego

lęku i niewytłumaczalnych

zdarzeń na granicy

jasnoświecenia

 

z czasu, który ucieka

i rozpaczliwych prób

zaprzeczenia bezlitosnej

logice dziejów

 

z niewyjaśnionych

tajemnic przeszłości

i solidnych podstaw

do życia wiecznego

 

ze szczęścia w nieszczęściu,

postępującej ślepoty i

niekończących się roszad

na szachownicy grzechu

 

ze szczerych spowiedzi

i kompletnych zastojów,

z dbałości o bliskich

i działania na szkodę

 

z błędnych przekonań,

upadków na salonach,

ostatniej wieczerzy i

pierwszych symptomów

 

z przeczucia, że wszystko

się jakoś ułoży, a porażki

są wpisane w karmę

wspinaczki na Olimp

 

się składam

 

rodzaju ludzkiego

bezbożny osobnik

na chwałę i wstyd

swej tożsamości

 

 

L4

nieodległe to czasy,

gdy weekend miast

wybawieniem stawał się

przedsionkiem piekieł

 

gdy wyrwany na

dobre z codziennych

powinności mogłem

zająć się z miłością

 

rozkręcaniem tęsknoty

za tym, gdzie nie będę,

co nie zrobię i co

się nigdy nie stanie

 

moim udziałem, choć

tak wielki przecież

być miałem, tak

niezapomniany w

 

nadejściach niebieskich

zagryzanych czernią,

zapijanych trucizną

zaniedbanej duszy

 

wyimaginowany

bohater fleszy i luster,

mężczyzna, co nie

wyrósł z dziecka

 

mszcząc się na bliskich

za swoje krzywdy,

ani myśli umierać po

cichu, bez zakładników

 

statystycznie rzecz biorąc,

to nie mogło się udać,

pozostawiony sam sobie

zabłądził we mgle

 

 

Wielosłowie

coraz częściej

nie potrafię

nie przegadać

tego, co ważne

 

jakbym nie rozumiał

czemu milczenie

jest złotem

 

gumką rozumu

ścieram po

sercu

 

niepocieszony

 

 

Oczyszczenie

wypełnieni młodością

i amfetaminą, oraz

przekonaniem, że

żadna praca nie hańbi,

windykatorzy długów

ruszają w trasę

 

na krótkim przystanku

przed robotą przetestują

jeszcze dopalacz kupiony

w sklepie pod blokiem

 

a gdy spełnią obowiązek,

po tym, co się stanie, co

zobaczą, a czego nie będą

w stanie pojąć, bo niby

jak mieliby to zrobić…

 

oczyszczą umysły wódką

zmieszaną z koką i poczynioną

w oparach odlotu zdradą –

nie zdradą na leśnym postoju,

albo u chłopa pod płotem, z tą

małą, co tak się napraszała,

by zabrać ją ze sobą

 

w sumie to nic się nie stało,

zresztą mówiła, tuż przed

tym jak zaczęli ją smakować,

że ma dosyć, że ojciec tak

bardzo kocha, że zakrada się

nocą, i tylko sióstr szkoda,

bo młode i nie będzie się

komu zaopiekować

 

a propos miłości bliźniego,

gdyby przytrafiła się ciąża,

wspaniałomyślnie usuną,

przecież trzeba nie mieć serca,

by na ten najokrutniejszy ze

światów, powoływać kolejne

niewinne istnienia

 

późną nocą kładąc się

przy boku żony, kochanki,

dziewczyny, narzeczonej,

wyszepczą namiętnie

słowa pieszczoty,

prolog manewrów

nawiedzonych

 

by wspomnienia

nie mogły ich

dopaść

 

 

NonKonForm

Realnie rzecz biorąc

zmiana okoliczności

działa tylko na moment

 

Albowiem gdziekolwiek

się udasz, zabierasz ze

sobą niestworzone

historie głowy

 

w chwilach

wzniośle wyniosłych

przychodzi ci na myśl

żałosny eskapizm

 

jaka szkoda, że poezja

ma zbyt małą siłę

rażenia, by cokolwiek

zmieniać na dobre

 

w przeciwnym razie,

to czym nasiąkłeś,

niechybnie wybuchłoby

z siłą bomby

 

jakie to proste,

jak niewiele trzeba,

jak blisko jest niebo

 

kiedy sypiasz

samotnie

pod mostem

 

 

bo to Polska właśnie

to, co nie moje

jest tak ponętne,

tak piękne, że tylko

sięgać, bynajmniej

nie wzrokiem

 

więc myślę sobie,

że chętnie sięgnę po

słodycz zakazanych

owoców

 

jędrnych ciał bez

zahamowań, pieniędzy

co leżą na stole, emocji

chorych w swojej istocie

 

zanim nie trafi mnie zawał,

nie zmoże udar, zanim

samochód na ulicy w

godzinach szczytu nie

odciśnie na mnie

śladu opon

 

zamiast w kwiecie

wieku i pocie czoła

harować na swoje

 

pójdę na skróty,

po prostu zabiorę,

a potem powiem,

że przez ten jeden

krótki moment

 

nie byłem sobą i że mi

wstyd i bardzo szkoda,

a tak w ogóle mam

w planach

 

pojednać się z Bogiem

w intencji łagodnego

wyroku

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Artur Orłowski: ur.1973, rodowity warszawiak, pisze od wczesnej młodości, choć publikuje dopiero od 2014 roku, członek internetowych grup „Ogród poetów” i „Pisz i czytaj wiersze”. Jego wiersze znajdują się we wszystkich wydanych antologiach „Ogrodu poetów”. W 2015 roku nakładem wydawnictwa dr Rafała Brzezińskiego w serii „z szuflady poety” wydał debiutancki tomik „Żywot człowieka napoczętego”. Wiersze są jego sposobem na komunikację z otaczającą rzeczywistości, jak też z sobą samym. Są to dość wnikliwe obserwacje niełatwych międzyludzkich relacji, które z założenia mają niejako „uwierać” i prowokować do zastanowienia.

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *